Kto pisał kod, zanim w firmie pojawił się wspólnik?
Freelancer wynajęty z zewnątrz, bo Łukasz nie umiał programować. Sam przyznaje, że nie potrafił ocenić jakości tej pracy.
Łukasz Klab: Kiedy zakładałem firmę, nie umiałem programować, więc zdecydowałem, że znajdę firmę albo freelancera, który napisze kod za mnie.
Znalazłem freelancera, dogadaliśmy się i dostarczał mi kolejne efekty swojej pracy.
Nie wiedziałem, czy idzie dobrze, czy źle. Widziałem, że posuwa się do przodu, więc byłem zadowolony.
Kod był prawie gotowy i przygotowywałem się do premiery aplikacji za kilka dni.
Dlaczego startup odłożył premierę i zbudował coś innego?
Bo wybuchła wojna w Ukrainie, a aplikacja umiała łączyć ludzi. Zmiana zajęła cztery dni i cztery noce.
Łukasz Klab: Wybuchła wojna w Ukrainie i był to szok dla wielu ludzi w Polsce. Postanowiłem zostać wolontariuszem i nocami jeździłem do centrów logistycznych pakować rzeczy dla uchodźców.
Po kilku nocach siedziałem w biurze i myślałem: jest tam tyle dobrej energii, tylu ludzi chce pomagać, ale ta pomoc nie jest dobrze zorganizowana, panuje bałagan.
Przygotowywaliśmy aplikację, która łączy opiekunów zwierząt z właścicielami zwierzaków, ale przecież ona łączy ludzi. Może połączymy wolontariuszy z uchodźcami.
We wtorek kupiliśmy domenę, także w wersji angielskiej i ukraińskiej, i zaczęliśmy zmieniać wszystko, co się dało, żeby uruchomić tę aplikację bez prowizji.
Zmieniliśmy grafikę i część szczegółów w aplikacji. Zajęło nam to cztery dni i cztery noce.
Chcieliśmy wystartować w piątek, bo pomoc była potrzebna naprawdę szybko i nie mogliśmy czekać.
Jak promuje się darmową aplikację w cztery dni?
Prosząc o przysługę osoby z dużymi zasięgami i naklejając kody na paczki z pomocą. Jedno i drugie kosztowało zero złotych.
Łukasz Klab: Promocja poszła naprawdę dobrze, bo skontaktowaliśmy się z wieloma osobami z dużymi zasięgami. Poprosiliśmy je o przysługę i naprawdę to zrobiły.
Poprosiliśmy też centra logistyczne o naklejanie na paczki naklejek z kodem QR do naszej aplikacji.
Dzięki temu uchodźcy, którzy dostali paczkę z pomocą, wiedzieli, że po zeskanowaniu kodu znajdą więcej pomocy.
Przyjechało do nas nawet radio i opowiadałem, że zostawiliśmy biznes na kilka dni, żeby zrobić coś niekomercyjnego.

Co się dzieje, gdy aplikacja nie uruchamia się w dniu startu?
Nic, i to jest najgorsze. Łukasz opisuje moment, w którym biuro pełne wolontariuszy przestało wierzyć.
Łukasz Klab: Wcisnęliśmy przycisk startu i nie zadziałało. Nic, zero, czarny ekran.
Robiliśmy, co mogliśmy, ale godzina za godziną i żadnych efektów. Była osiemnasta w piątek.
Pamiętam, że spojrzałem na ludzi, którzy byli w naszym biurze. Było tam wielu wolontariuszy, którzy chcieli promować tę aplikację i nam pomóc.
Popatrzyłem na nich i widziałem, że nikt już nie wierzy, że uda nam się to uruchomić.
Skąd wziął się wspólnik od technologii?
Z listy kontaktów sprzed lat i z jednego telefonu. Marcin był kolegą Łukasza z liceum.
Łukasz Klab: Zacząłem myśleć, kogo znam i kto może mi pomóc. Przypomniałem sobie, że w liceum miałem kolegę, który był dobrym programistą.
Zadzwoniłem do Marcina, choć nie wiedziałem nawet, czy odbierze, bo nie mieliśmy wtedy dużego kontaktu.
Powiedziałem: mamy problem, uruchomiliśmy tę darmową aplikację, ale nie działa i nie wiemy, jak to naprawić.
A on na to: dobrze, zadzwonię do kolegi, bo idziemy razem na piwo, ale poproszę go, żeby wziął te piwa ze sobą. On też jest programistą, więc może przyjedziemy i to naprawimy.
Przyjechali do naszego biura, a ja tylko pytałem, czego potrzebują: kawy, pizzy, czegokolwiek. I dali radę. O trzeciej nad ranem aplikacja była gotowa do uruchomienia.
Kiedy zapada decyzja o wzięciu wspólnika?
Po nocy przespanej z otwartymi oczami. Łukasz nazywa to jedynym wnioskiem, jaki wtedy miał.
Łukasz Klab: Wróciłem do domu po czterech dniach i czterech nocach pracy jak szalony. Leżałem w łóżku z otwartymi oczami i nie mogłem zasnąć.
Myślałem: chciałem zbudować globalną aplikację, a nie potrafię nawet uruchomić w Polsce darmowej aplikacji, przy której pomogło nam tylu ludzi.
Miałem tylko jeden wniosek. Potrzebuję kogoś takiego jak Marcin.
Marcin zadzwonił do mnie następnego dnia, w sobotę, że chce się spotkać. Spotkaliśmy się w niedzielę i spędziliśmy w biurze jakieś pięć godzin, rozmawiając głównie o życiu.
Marcin powiedział: bardzo mi się podoba to, co tu robicie, i myślę, że mogę być dobrą częścią tej przygody.
Odpowiedziałem: mamy wielkie serce, ale nie mamy wiedzy, nie wiemy, jak to zrobić. Gdyby nie ty, ta darmowa aplikacja by upadła.
Rozmawialiśmy o tym, jak chcemy podzielić się firmą. Marcin wszedł do zarządu i wziął na siebie całą technologię, podaliśmy sobie ręce i to był początek Animalhotels.
Jakie warunki musi spełniać dobry wspólnik?
Inne umiejętności i te same wartości. Łukasz sprowadza to do jednego zdania.
Łukasz Klab: Najważniejsze w biznesie jest to, żeby mieć różne umiejętności, ale te same wartości.
Ja nie umiem programować. Umiem zajmować się biznesem, a na wczesnym etapie także marketingiem. Marcin umiał programować i to była świetna podstawa.
Moim zdaniem potrzebujesz wspólnika, zwłaszcza jeśli to biznes technologiczny. Nawet biorąc pod uwagę całą rewolucję sztucznej inteligencji, nie wyobrażam sobie w 2025 r. prowadzenia firmy technologicznej bez wspólnika od technologii.
Potem zapraszaliśmy do startupu kolejne osoby i wszystkie traktujemy jak partnerów. Każdy w zespole musi mieć umiejętności, które dają firmie wartość, i dostaje udziały w spółce.
Osobną sprawą jest to, gdzie takiego wspólnika znaleźć, i tu Łukasz nie udaje, że ma metodę.
Łukasz Klab: Ludzie pytają mnie na LinkedIn, gdzie znaleźć dobrego wspólnika od technologii, i to zupełnie inna historia. Może miałem szczęście, bo wiedziałem, jakim człowiekiem jest Marcin.
Nie miałem problemu z zaufaniem, bo znałem go z liceum. Jeśli jesteście kolegami z liceum, wiecie o sobie prawie wszystko: jak ktoś zachowuje się w dobrej i w złej sytuacji.
Dlaczego nieracjonalna decyzja uratowała firmę?
Bo była testem, którego nikt nie zaplanował. W kategoriach biznesowych nie miała żadnego sensu.
Łukasz Klab: Myślę, że gdybyśmy nie zrobili tej niekomercyjnej akcji, Animalhotels prawdopodobnie by dziś nie istniało.
W kategoriach biznesowych to było bardzo głupie. Nie mieliśmy pieniędzy, nie mieliśmy umiejętności, nie mieliśmy czasu.
Zdecydowaliśmy się zrobić coś, co nie było komercyjne i nie miało związku z biznesem, więc było nieracjonalne.
Ale bez tej decyzji Animalhotels by nie istniało, bo zrobiliśmy test i w tym teście zauważyliśmy, że potrafimy to zrobić.
Podsumowanie
Historia sprowadza się do prostego mechanizmu: projekt bez stawki finansowej ujawnił brak, którego nie widać było przy spokojnej pracy nad produktem. Firma bez własnej technologii działała, dopóki nic się nie działo, i przestała działać w dniu, w którym coś poszło nie tak.
Wniosek Łukasza jest jednoznaczny i dotyczy każdej firmy technologicznej. Wspólnik od technologii nie jest wygodą, tylko warunkiem, a najlepszym sprawdzianem takiej współpracy okazuje się sytuacja kryzysowa, a nie rozmowa o planach.
Więcej o rozwoju aplikacji znajdziesz w kategorii IT, a rozmowy z opiekunami zwierząt i klientami w kategorii Opinie i historie. Jeśli szukasz opieki nad zwierzakiem, zobacz opiekunów zwierząt w Twojej okolicy, a jeśli chcesz zajmować się zwierzakami, dołącz jako opiekun zwierząt.
Najczęstsze pytania
Czy da się prowadzić firmę technologiczną bez wspólnika od technologii?
Zdaniem Łukasza Klaba nie, nawet przy dostępnych narzędziach sztucznej inteligencji. Firma działa do pierwszej poważnej awarii.
Jak znaleźć wspólnika od technologii?
Najłatwiej wśród osób, które zna się na tyle długo, żeby wiedzieć, jak zachowują się w kryzysie. Marcin był kolegą z liceum.
Co powinno łączyć wspólników w firmie?
Te same wartości przy różnych umiejętnościach. Powielanie tych samych kompetencji nie wnosi do spółki nic nowego.
Czy członkowie zespołu dostają udziały w spółce?
Tak, osoby wnoszące wartość do firmy otrzymują udziały. Animalhotels traktuje je jak partnerów, nie jak wykonawców.
Ile trwało przerobienie aplikacji na narzędzie pomocowe?
Cztery dni i cztery noce. Zmieniono grafikę, nazwę i część funkcji, a prowizję usunięto całkowicie.
Co zrobić, gdy premiera aplikacji się nie powiedzie?
Szukać pomocy poza zespołem, także wśród dawnych znajomych. Ta jedna rozmowa telefoniczna doprowadziła do powstania spółki w obecnym kształcie.