Przyjechał do USA z 1000 USD. Jak zaczynał od zera?

Spis treści

Sergey przyleciał do Stanów Zjednoczonych z tysiącem dolarów i laptopem. Całą tę kwotę wydał od razu na pokój na miesiąc i biurko, a potem zaczął dzwonić. Dziś buduje własną firmę technologiczną w Dolinie Krzemowej i mówi, że znowu zaczyna od zera.

Ten artykuł to zapis rozmowy o tym, jak wygląda start w Stanach bez zaplecza finansowego: na co idą pierwsze pieniądze, dlaczego dwutygodniowy wyjazd niczego nie zmienia i jaką opinię mają tam polscy przedsiębiorcy. Rozmawiał Łukasz Klab, założyciel Animalhotels, a cały odcinek zobaczysz na YouTube.

Jak zaczyna się życie w USA z tysiącem dolarów?

Od wydania całej kwoty w pierwszym tygodniu i od telefonów. Sergey nie miał planu awaryjnego.

Sergey, przedsiębiorca: Kolega zadzwonił do mnie: hej, sprawdź to, Stany Zjednoczone, co to jest. Myślałem wtedy, że Warszawa to centrum świata.

Potem pojechałem do Miami i pomyślałem: to miejsce jest świetne. Zdecydowałem się zostać dłużej.

Łukasz Klab: Przyjechałeś tu z tysiącem dolarów, tak?

Sergey: Zgadza się. Miałem tysiąc dolarów i wydałem wszystko na pokój na miesiąc, biurko i laptop.

I harówka. Byłem głodny sukcesu. Zacząłem po prostu dużo dzwonić.

Co było pierwszym źródłem zarobku?

Zlecenia z polecenia, jedno po drugim. Wcześniej pracował jako fotograf.

Sergey: Jedno zlecenie, drugie zlecenie, ludzie zaczęli mnie polecać i wszystko zaczęło się dziać.

Zarejestrowałem działalność i zacząłem wdrażać wszystko, czego nauczyłem się w Polsce przez te wszystkie lata.

Teraz jestem twórcą firmy, buduję kolejną spółkę, tutaj w San Francisco. To nowy rozdział, znowu zaczynam od zera.

Dlaczego przyjazd na dwa tygodnie niczego nie zmienia?

Bo sieć kontaktów działa na zasadzie procentu składanego. Przerwa kasuje to, co się uzbierało.

Łukasz Klab: Trzeba tu mieszkać, żeby osiągnąć swoje cele, czy można przyjechać na dwa tygodnie i wrócić?

Sergey: Dla mnie na pewno nie wystarczy. Musisz być gotowy zostać trochę dłużej niż tylko parę tygodni.

Musisz być podłączony do systemu, żeby system zaczął cię akceptować.

Mieszkam w Newport Beach koło Los Angeles, to jest moje miasto. Ale kiedy przyjeżdżam do Palo Alto, czuję się kompletnie obcy, nikt mnie nie zna.

Jeśli będziesz tu parę tygodni, może coś z tego wyciągniesz, ale potem wyjedziesz i to miejsce zacznie o tobie zapominać. Tracisz procent składany.

Rozmowa dwóch przedsiębiorców w samochodzie w San Francisco

Animalhotels logo in shield
animalhotels care
zwrot kosztów leczenia do 5000 zł
zastępczy opiekun z gwarancją zwrotu różnicy do 100%

Ile realnie kosztuje życie w San Francisco?

Tyle, że przy złym starcie można stracić wszystko w kilka tygodni. Sergey podaje konkretne liczby.

Sergey: To jest drogo, tu można łatwo splajtować. Kawa potrafi kosztować 10 USD.

Czynsz jest bardzo drogi, to bardzo konkurencyjne miejsce.

Siedzę w kawiarni i słyszę historie: zainwestowaliśmy miliony dolarów w rundzie zalążkowej, a teraz firma jest wyceniana na miliardy.

Albo: wydaliśmy 50 000 USD na samą konsultację z ludźmi z branży technologicznej. Takie rzeczy słyszysz tam wszędzie.

Jak zmienia się poczucie własnej wartości po przyjeździe?

Spada, i to jest efekt zamierzony. Porównanie z lokalnymi firmami jest bezlitosne.

Sergey: Myślałem, że jestem tam świetny, ale kiedy tu przyjeżdżam, jestem bardzo małym facetem w porównaniu z ludźmi stąd.

Słyszę ich historie, jakie mają wyniki, jaką mają skalę. To bardzo inspirujące i rozumiem, że mam jeszcze dużo drogi przed sobą.

Nie można być leniwym. Trzeba być etycznym, robić właściwe rzeczy i być hojnym wobec ludzi.

Trzeba założyć, że nic nie wiesz, i zacząć uczyć się od nowa.

Jaką opinię mają w USA polscy przedsiębiorcy?

Dobrą, i to konkretną: uchodzą za ludzi, którzy lubią pracować. Sergey wiąże to z przewagą na lokalnym rynku.

Łukasz Klab: Słyszałem, że Polacy mają tutaj dobrą opinię, że polscy specjaliści od technologii są świetni.

Sergey: To prawda, bo my lubimy harować i nie boimy się tego. To jest nasza przewaga.

Jesteśmy pracowici, mądrzy i inteligentni, i to jest ogromna przewaga na lokalnym rynku.

Jak szybko poznaje się tam nowych ludzi?

W dwa dni, od przypadkowego spojrzenia na identyfikator. Tak zaczęła się ta rozmowa.

Łukasz Klab: Jestem w szoku, jak otwarci są tutaj ludzie. Poznaliśmy się dwa dni temu, spojrzałeś na moje nazwisko, zobaczyłeś, że polskie, i zapytałeś, czy mówię po polsku.

Powiedziałem, że tak, i zaczęliśmy rozmawiać. Teraz prowadzisz samochód, a ja jadę z tobą na kolejną konferencję.

Sergey: Stany Zjednoczone mają też sporo wyzwań, nie jest tak, że przyjeżdżasz i wszyscy cię tu witają. Na początku nikogo nie obchodzisz.

Ale jeśli będziesz się przykładał, przebijesz się. Zwłaszcza jeśli masz konkretną wizję i ambicje.

Podsumowanie

Historia Sergeya sprowadza się do jednej liczby i jednej decyzji: tysiąc dolarów wydany w pierwszym tygodniu i brak drogi powrotnej. Praca fotografa, telefony i polecenia zamieniły się w działalność, a po latach w firmę technologiczną budowaną w Dolinie Krzemowej.

Dla kogoś, kto rozważa taki wyjazd, najbardziej praktyczna jest jego uwaga o czasie. Sieć kontaktów rośnie jak procent składany, więc dwa tygodnie w Dolinie Krzemowej dają wynik bliski zeru, bo po wyjeździe znajomości wygasają i trzeba budować je od początku.

Więcej o rozwoju aplikacji znajdziesz w kategorii IT, a rozmowy z opiekunami zwierząt i klientami w kategorii Opinie i historie. Jeśli szukasz opieki nad zwierzakiem, zobacz opiekunów zwierząt w Twojej okolicy, a jeśli chcesz zajmować się zwierzakami, dołącz jako opiekun zwierząt.

Najczęstsze pytania

Ile pieniędzy trzeba mieć na start w USA?

Sergey zaczął z tysiącem dolarów i laptopem. Całą kwotę wydał w pierwszym tygodniu na pokój i biurko.

Czy dwutygodniowy wyjazd do Doliny Krzemowej wystarczy?

Nie, bo znajomości wygasają po wyjeździe. Sieć kontaktów działa tam jak procent składany i wymaga obecności.

Ile kosztuje życie w San Francisco?

Kawa potrafi kosztować 10 USD, a czynsz należy do najwyższych w USA. Bez przychodu można stracić oszczędności w kilka tygodni.

Jak polscy przedsiębiorcy są tam postrzegani?

Jako ludzie pracowici, którzy nie boją się wysiłku. Sergey uznaje to za realną przewagę na lokalnym rynku.

Od czego zacząć budowanie kontaktów po przyjeździe?

Od rozmowy z pierwszą napotkaną osobą na wydarzeniu branżowym. Ta znajomość zaczęła się od pytania o język na identyfikatorze.

Czy w Dolinie Krzemowej łatwo o rozczarowanie?

Tak, bo porównanie z lokalnymi firmami wypada bezlitośnie. Sergey mówi wprost, że poczuł się tam małym graczem.